WITAM W MOJEJ GALERII

Fotografować to znaczy wstrzymać oddech, uruchamiając wszystkie nasze  zdolności w obliczu ulotnej rzeczywistości                 Henri Cartier-Bresson

 


W PRZESTRZENI / IN THE SPACE Nowinki Lubelszczyzna Nowinki Nowinki Chillout Normandia Toskania Chillout Veneto
Z bloga fotografa
24 czerwiec 2018 r.
PARYŻ NA DO WIDZENIA
Za tydzień opuszczamy Belgię i Brukselę. Skończyły się długie cztery lata. Czas niesamowitych wrażeń i doświadczeń. Nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie zakończyli tego etapu w ulubionym miejscu. Sobotni świt zastał nas tuż pod Paryżem, parking tuż pod Trocadéro pozwolił skorzystać z akcesoriów do zdjęć. Różowe światło najdłuższych dni w roku potwierdziło wyjątkowość fotograficznych pomysłów. Bir-Hakeim z szachownicą cieni, śniadanie w ulubionym hotelu Franklin, ogrody japońskie Kahna, nieczynne tajemnicze kino Pagoda w łacińskiej dzielnicy, to kolejne punkty na trasie sentymentalnego spaceru. Odpoczywając na leżakach w Ogrodach Tuileries, w otoczeniu rzeźb i doskonale zaprojektowanych żywopłotów czujemy się niemal jak mieszkańcy. Bo czy turysta może sobie pozwolić na trzygodzinny relaks? Po trzydziestej wizycie w Paryżu, przestaliśmy liczyć te wyjazdy. Czasem jednodniowe, ot tak na ciekawą wystawę czy obiad, czasem kilkudniowe z metodycznym szukaniem mało znanych perełek. A czasem inspiracją był jeden z niezliczonych filmów francuskich, w którym zachwycił nas jakiś drobiazg albo ciekawostki z pierwszej ręki od znajomych Paryżan. Tysiące godzin przemierzania na piechotę, metrem, samochodem i ulubionymi autobusami... mogę powiedzieć, że znamy to miasto dużo lepiej od rdzennych mieszkańców. Finał naszej przyjaźni z Paryżem nie mógł być inny jak kolacja w restauracji na dachu hotelu Holliday Inn, skąd rozciąga się fantastyczny widok. Nie jest zbyt wysoko, więc pijąc różowego szampana ma się wrażenie, że bliskość dachów kamienic, okien na mansardach, kominów i przybudówek otacza tkanką miasta, pochłania, odsłania się ufnie jak przed przyjaciółmi, uznając za swoich. Wieża zamigotała nam przyjaźnie na dobranoc. Do zobaczenia ...
5 czerwiec 2018 r.
NOWE NATO
Każdy wie, że prowizorka jest najdłuższa. W tym przypadku mądrość ludowa również się sprawdziła. Długo, bardzo długo kwatera główna NATO, mieściła się w brzydkich, niskich baraczkach po południowej stronie Boulevard Léopold III. Ale to już koniec... od niedawna reprezentacje kolejnych krajów przenosiły sukcesywnie swoje biura do nowej, pięknej, nowoczesnej siedziby na drugą stronę ulicy. Nie obyło się bez falstartu, bo potężna belgijska ulewa przeniknęła przez powłoki dachu, zalewając gotowe biura. Miałam dziś okazję zobaczyć od środka cudo za 1,12 mld euro, budowane od 2010 roku. Dopiero kilka dni temu uroczyście podniesiono flagi państw członkowskich i flagę NATO a uświetnił to wydarzenie król Belgów Filip i belgijski premier Charles Michel. Budynek jest wspaniały, zaprojektowany tak, aby z lotu ptaka przypominał splecione palce, symbol jedności i współpracy. W środku, ma się wrażenie spacerowania po uliczkach szklanego miasta na dnie oceanu. Panuje tam cisza, nie dochodzą dźwięki przelatujących samolotów z pobliskiego lotniska Zaventem, ani tuż obok przejeżdżających tramwajów. Nawet windy bezszelestnie zawożą na wybrane piętra. Aby dotrzeć do polskiego przedstawicielstwa, trzeba pokonać kilometry po lśniących kamiennych posadzkach i przejść przez niezliczone bramki kontrolne. Kompleks budynków jest niemal samowystarczalny. Bardzo dobrze zaizolowane ściany zapobiegają utracie energii latem i zimą, dynamiczne szkło pozwala wykorzystywać światło dzienne bez strat a automatycznie sterowane oświetlenie dostosowuje się do natężenia światła naturalnego. Zastosowano też podwójny system ogrzewania i chłodzenia: geotermalny i obiegu powietrza. Nawet ciepło produkowane przez komputery i serwery używane jest do ogrzewania wody w basenie a woda spływająca z ośmiu budynków, jest zbierana pod ziemią w dwóch ogromnych zbiornikach i używana do fontann ale też do podlewania, czyszczenia i spłukiwania toalet. Mankamentem są stosunkowo małe parkingi i brak ruchomych chodników...ale to drobnostka przy tak ogromnym przedsięwzięciu. Przepraszam za obrazek, niestety, dostałam zgodę na zrobienie tylko jednego zdjęcia i to wcale nie w tę stronę, na której mi zależało, nie moją komórką, pod oczywistym nadzorem wszechobecnych kamer.

© 2018 - Barbara Wilczynska Blog  |  Mapa strony  |  Poleć stronę Portfolio Albumio.pl   |   Realizacja: Marcom Interactive